Kiedy obudziłam się rano w komnacie było bardzo ciemno. Zaspana wyciągnęłam z kufra pierwsze lepsze ubranie i powlokłam się do łazienki. Założyłam jeansy i kremową bluzkę. Związałam włosy w kucyka i wyszłam. Reszta powoli się budziła. Uśmiechnęłam się do Katie, włożyłam wisiorek i szatę, a potem wyszłam do w pokoju wspólnego. Malfoy siedział na kanapie i wyraźnie na kogoś czekał.
- Crabbe i Goyle każą Ci czekać? Nie ładnie z ich strony. - powiedziałam.
- Nie czekam na nich Niedoszła Krukonko. - odrzekł nie miło blondyn.
- To na kogo czekasz?
- No jak na kogo? Na jego najlepsiejszego współlokatora. Tak nawiasem mówiąc to jedynego.
Ze schodów zszedł czarnoskóry chłopak z czarnymi włosami i podłużnymi, skośnymi oczami. Uśmiechał się szeroko. Był ubrany w ciemne spodnie, zieloną bluzę i szatę. Podszedł do Draco i rozczochrał mu włosy.
- Miło mi, jestem Blaise Zabini - podał mi rękę. - a ty?
- Megan Farewell. - uścisnęłam jego dłoń.
- To ty jesteś tą... jak to mówiłeś Smoku? Niedoszłą Krukonką, prawda?
- No niestety, ale cóż. To Tiara wybierała, a nie ja. - wzruszyłam ramionami.
- A powiedziała Ci coś? Mi mówiła, że taki próżniak może trafić tylko do jednego domu. - uśmiechnął się szeroko.
- Mi powiedziała... Mogę zacytować? - kiwnął głową i słuchał uważnie. - ,,Hmm... chcesz trafić tam gdzie ojciec, ale też tam, gdzie matka. Z tobą nie będzie problemu...'' A potem krzyknęła Slytherin.
- Masz zadziwiającą pamięć. - stwierdził Blaise.
- Dziękuje.
- Szkoda, że nie umie panować tak nad emocjami. - mruknął blondyn.
- A to niby czemu Smoku?
- Wczoraj jak ją przydzielili to siedziała tam jak słup soli. Patrzyła pustym wzrokiem. To było komiczne.
Popatrzyłam na niego z niedowierzanie, a zaraz potem wybiegłam z pokoju wspólnego. Nie trwało to długo, bo Zabini złapał mnie za ramię, okręcił i powiedział:
- Przepraszam za niego. To musi być dla ciebie trudne, ale co powiesz na to, że razem pójdziemy do Wielkiej Sali na śniadanie?
- A on z nami pójdzie? - wskazałam na pustą ścianę.
- Raczej nie. To co, idziemy?
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił uśmiech. Wyszliśmy z lochów i ruszyliśmy na poszukiwania Wielkiej Sali. Zabini nie drążył tematu tiary, ale cały czas opowiadał żarty i się wydurniał. Po pięciu minutach krążenia po szkole wpadliśmy na prefekta Gryffindoru, który zaprowadził nas na śniadanie. Podziękowałam mu i ruszyliśmy do stołu domu węża. Nie znam nikogo kto przy nim siedzi. Zabrałam się do jedzenia. Nie pamiętam czy wczoraj jadłam, ale co mi tam. Jak wczoraj nie skonsumowałam tego pysznego jedzenia to dzisiaj to nadrobię. Nagle na moim talerzu pojawiła się kartka. Przyglądnęłam się jej. Rogi miała ozdobione wijącymi się wężykami. Uśmiechnęłam się na ten widok. Zaczęłam czytać. Okazało się, że to mój plan lekcji. Spojrzałam na Blaise'a i spytałam:
- Co masz pierwsze?
- Obronę przed czarną magią, a ty?
- Ja również.
- To świetnie. - uśmiechnął się do mnie szeroko.
Przez drzwi wszedł Draco. Był sam. Nowość, że nie ma przy nim Crabbe'a czy Goyle'a. Usiadł obok Zabini'ego i spytał:
- Diable jak możesz się z nią zadawać?
- Tak bardzo Ci to przeszkadza Smoku?
Draco smokiem? Śmiechu warte. Przestałam zwracać uwagę na ich rozmowę. Polubiłam Blaise'a. Jest strasznie zabawny. Może się z nim zaprzyjaźnię? Trochę wątpię czy by chciał. W końcu ma blondyna. Wstałam od stołu nie odzywając się. Podeszłam do Ślizgonki ze starszego roku i spytałam:
- Mogłabyś mi pokazać, gdzie jest sala do obrony przed czarną magią?
- Oczywiście. - wstała. - Dobrze trafiłaś mała. Jestem prefektem.
Ruszyłam za Ślizgonką. Chodziłyśmy po krętych korytarzach, aż zatrzymała się przy jakiś drzwiach.
- To tutaj. Nie wchodź do środka tylko poczekaj na nauczyciela. Quirrell jest zabawny, ale umie uczyć. Życzę powodzenia.
- Dziękuje.
I odeszła. Powoli zaczęli się schodzić inni uczniowie. Wśród nich dostrzegłam dwie czupryny. Jedną blond, a drugą czarną. Od razu wiedziałam kto to jest. Zabini tłumaczył coś Malfoy'owi. Na mój widok uśmiechnął się i pomachał do mnie. Odmachałam mu, ale zaraz tego pożałowałam. Ruszył w moją stronę ciągnąc za sobą Dracona. Blondyn trochę się mu wyrywał, ale po chwili obaj stali obok mnie.
- Megan - rozpoczął Zabini. - Co powiesz na to, że we trójkę się zaprzyjaźnimy?
- Z tobą bardzo chętnie Blaise, ale z nim nie ma mowy. - odpowiedziałam.
- A co mogę zrobić, żebyś z nim też się zakolegowała?
- Malfoy musi mnie przeprosić za nazywanie ,,Niedoszłą Krukonką''.
- Słyszałeś Smoku? Do roboty.
- Malfoy'owie nie przepraszają. - mruknął Draco, ale Zabini spojrzał na niego oczami z piorunami, więc blondyn powiedział. - Przepraszam.
Uśmiechnęłam się szeroko i podałam mu rękę na zgodę. Chodź znam Draco od wczoraj to nigdy bym nie przypuszczała, że usłyszę z jego ust ,,przepraszam''. Do sali podbiegł blady młodzieniec. Był bardzo zdenerwowany.
- Z-z-z-zapraszam. - wyjąkał i otwarł drzwi.
Weszliśmy do sali. Od razu usiadłam na samym końcu. Nie lubię być w centrum uwagi. Przysiedli się do mnie Blaise i Draco. Młodzieniec stanął przy katedrze. Na głowie miał założony turban. W całej sali śmierdziało czosnkiem. Nauczyciel chrząknął i zaczął mówić:
- W-w-witajcie. J-j-jestem Q-quirrel i b-będę was u-uczył ob-b-rony p-przeciw cie-e-emnym m-m-mocom. - mamrotał powoli. - Z-z-zacz-czniemy od t-te-teorii...
Zaczęłam notować wszystko, co mówił. Choć to nie było proste, a działały na to trzy czynniki. Po pierwsze Quirrel strasznie się jąkał i długo musiałam czekać, aż skończy mówić jedno słowo. Po drugie Malfoy i Zabini przez cały czas gadali , a blondyn w kółko przedrzeźniał Quirrela. I po trzecie: Blaise jeśli nie wydurniał się z tym drugim to mówił do mnie. Lekcja minęła w miarę szybko. Gdy tylko się skończyła szybko wrzuciłam swoje rzeczy do torby i wręcz wybiegłam z sali. Zrobię wszystko, bym tylko nie musiała spędzać czasu z tymi dwoma Ślizgonami. Kiedy byłam po za zasięgiem ich wzroku spojrzałam na plan lekcji. Zielarstwo. Tylko gdzie to może być?
- Czy nasza psiapsiułeczka nie wie gdzie mamy następną lekcje? - szepnął mi ktoś do ucha.
Odwróciłam się, a za mną stał nie kto inny jak Zabini. Czy ja nigdy się do nich nie uwolnię?
- Przykro mi Zabini, ale wiem gdzie mam następną lekcje. - skłamałam.
- Bardzo mi przykro Krukoneczko, ale kłamca z ciebie marny. - powiedział blondyn.
Spojrzałam na niego spode łba i ruszyłam przed siebie. Nawet jeśli Blaise to materiał na przyjaciela to Draco jest skończonym kretynem. Podeszłam do jakiejś uczennicy i spytałam:
- Mogłabyś mi pokazać, gdzie jest sala od zielarstwa?
Odwróciła się w moją stronę. Pierwsza rzecz, która przyciągnęła moją uwagę to jej szata. Był na niej herb Ravenclawu. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie promiennie i kazała iść za sobą.
Wychodzę z sali od eliksirów i ruszam w stronę pokoju wspólnego. Staję przed pustą ścianą. Jakie jest to hasło? A trzeba było wczoraj słuchać! Usiadłam pod ścianą i czekałam na jakiegoś Ślizgona lub Ślizgonkę. Lekcje minęły mi bardzo szybko. Zrobiłam też mnóstwo notatek. Moi rodzice powtarzają, że notatki są najważniejsze. Zaraz po zajęciach z zaklęć poszłam się spytać nauczyciela, czy istnieje zaklęcie ciszy. On to potwierdził, ale nie chciał mi go zdradzić. Przydało by mi się na Malfoy'a. On razem z Blaise'm przeszkadzali mi co lekcje. Usłyszałam kroki więc podniosłam wzrok. O WILKU MOWA! Zabini dumnym krokiem szedł w moją stronę.
- Nie słuchałaś wczoraj prefekta, prawda? - spytał rozbawiony.
- Tylko trochę Blaise. Podasz mi hasło? Muszę się doprowadzić do porządku.
- Mówisz jak dorosła. - spojrzał na ścianę i powiedział: Książę Slytherinu.
- Tak mnie wychowano. - odpowiedziałam wchodząc do pokoju.
- Czyli wychowano Cię... - rozpoczął.
- Na Krukonkę. Brawo za spostrzegawczość Zabini.
- Zatrzymał się, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- A może mów mi Diabeł. - zaproponował.
- Dlaczego Diabeł?
- Podobno mam diabelskie oblicze. - uśmiechnął się szeroko. - Poczekam na ciebie.
- Dobrze Diabełku.
Poszłam do mojego domitorium. Zdjęłam szatę i wyciągnęłam inne ubranie z kufra. Poszłam do łazienki. Przebrałam spodnie na czarne. Zrzuciłam bluzkę i wciągnęłam przez głowę biały podkoszulek. Na to założyłam czarny żakiet. Rozpuściłam włosy, a wisiorek pozostawiłam w ukryciu. Ciekawe dlaczego mam go chować? Może mi dzisiaj odpiszą. Wyszłam z łazienki, schowałam swoje rzeczy i wyszłam z pokoju wspólnego. Blaise siedział już wygodnie na kanapie, ale nigdzie nie było Draco. Przynajmniej jego mam z głowy. Czarnowłosy spojrzał na mnie i wstał. Bez słowa ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Trafiliśmy tam bez trudu. Świetnie! Pierwszy dzień szkoły, a ja już znam drogę do Wielkiej Sali! Oby tak dalej! Podeszliśmy do stołu domu węża i usiedliśmy. Właśnie! Od wczoraj gnębi mnie jedno pytanie.
- Gdzie trafił Potter?
- Ol yba lo Glyfóf, a dzo? - odpowiedział Zabini z pełną buzią.
- Nie, nic.
Nie dość, że nie trafiłam tam gdzie chciałam, to jeszcze nie mam Potter'a w domu. Czy to wszystko, co może mnie spotkać? Nagle do Wielkiej Sali zaczęły wlatywać sowy. Od razu dostrzegłam Jane. Podleciała do naszego stolika i wylądowała przed moim talerzem. Odwiązałam liścik od jej nóżki i przeczytałam:
- W-w-witajcie. J-j-jestem Q-quirrel i b-będę was u-uczył ob-b-rony p-przeciw cie-e-emnym m-m-mocom. - mamrotał powoli. - Z-z-zacz-czniemy od t-te-teorii...
Zaczęłam notować wszystko, co mówił. Choć to nie było proste, a działały na to trzy czynniki. Po pierwsze Quirrel strasznie się jąkał i długo musiałam czekać, aż skończy mówić jedno słowo. Po drugie Malfoy i Zabini przez cały czas gadali , a blondyn w kółko przedrzeźniał Quirrela. I po trzecie: Blaise jeśli nie wydurniał się z tym drugim to mówił do mnie. Lekcja minęła w miarę szybko. Gdy tylko się skończyła szybko wrzuciłam swoje rzeczy do torby i wręcz wybiegłam z sali. Zrobię wszystko, bym tylko nie musiała spędzać czasu z tymi dwoma Ślizgonami. Kiedy byłam po za zasięgiem ich wzroku spojrzałam na plan lekcji. Zielarstwo. Tylko gdzie to może być?
- Czy nasza psiapsiułeczka nie wie gdzie mamy następną lekcje? - szepnął mi ktoś do ucha.
Odwróciłam się, a za mną stał nie kto inny jak Zabini. Czy ja nigdy się do nich nie uwolnię?
- Przykro mi Zabini, ale wiem gdzie mam następną lekcje. - skłamałam.
- Bardzo mi przykro Krukoneczko, ale kłamca z ciebie marny. - powiedział blondyn.
Spojrzałam na niego spode łba i ruszyłam przed siebie. Nawet jeśli Blaise to materiał na przyjaciela to Draco jest skończonym kretynem. Podeszłam do jakiejś uczennicy i spytałam:
- Mogłabyś mi pokazać, gdzie jest sala od zielarstwa?
Odwróciła się w moją stronę. Pierwsza rzecz, która przyciągnęła moją uwagę to jej szata. Był na niej herb Ravenclawu. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie promiennie i kazała iść za sobą.
Wychodzę z sali od eliksirów i ruszam w stronę pokoju wspólnego. Staję przed pustą ścianą. Jakie jest to hasło? A trzeba było wczoraj słuchać! Usiadłam pod ścianą i czekałam na jakiegoś Ślizgona lub Ślizgonkę. Lekcje minęły mi bardzo szybko. Zrobiłam też mnóstwo notatek. Moi rodzice powtarzają, że notatki są najważniejsze. Zaraz po zajęciach z zaklęć poszłam się spytać nauczyciela, czy istnieje zaklęcie ciszy. On to potwierdził, ale nie chciał mi go zdradzić. Przydało by mi się na Malfoy'a. On razem z Blaise'm przeszkadzali mi co lekcje. Usłyszałam kroki więc podniosłam wzrok. O WILKU MOWA! Zabini dumnym krokiem szedł w moją stronę.
- Nie słuchałaś wczoraj prefekta, prawda? - spytał rozbawiony.
- Tylko trochę Blaise. Podasz mi hasło? Muszę się doprowadzić do porządku.
- Mówisz jak dorosła. - spojrzał na ścianę i powiedział: Książę Slytherinu.
- Tak mnie wychowano. - odpowiedziałam wchodząc do pokoju.
- Czyli wychowano Cię... - rozpoczął.
- Na Krukonkę. Brawo za spostrzegawczość Zabini.
- Zatrzymał się, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- A może mów mi Diabeł. - zaproponował.
- Dlaczego Diabeł?
- Podobno mam diabelskie oblicze. - uśmiechnął się szeroko. - Poczekam na ciebie.
- Dobrze Diabełku.
Poszłam do mojego domitorium. Zdjęłam szatę i wyciągnęłam inne ubranie z kufra. Poszłam do łazienki. Przebrałam spodnie na czarne. Zrzuciłam bluzkę i wciągnęłam przez głowę biały podkoszulek. Na to założyłam czarny żakiet. Rozpuściłam włosy, a wisiorek pozostawiłam w ukryciu. Ciekawe dlaczego mam go chować? Może mi dzisiaj odpiszą. Wyszłam z łazienki, schowałam swoje rzeczy i wyszłam z pokoju wspólnego. Blaise siedział już wygodnie na kanapie, ale nigdzie nie było Draco. Przynajmniej jego mam z głowy. Czarnowłosy spojrzał na mnie i wstał. Bez słowa ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Trafiliśmy tam bez trudu. Świetnie! Pierwszy dzień szkoły, a ja już znam drogę do Wielkiej Sali! Oby tak dalej! Podeszliśmy do stołu domu węża i usiedliśmy. Właśnie! Od wczoraj gnębi mnie jedno pytanie.
- Gdzie trafił Potter?
- Ol yba lo Glyfóf, a dzo? - odpowiedział Zabini z pełną buzią.
- Nie, nic.
Nie dość, że nie trafiłam tam gdzie chciałam, to jeszcze nie mam Potter'a w domu. Czy to wszystko, co może mnie spotkać? Nagle do Wielkiej Sali zaczęły wlatywać sowy. Od razu dostrzegłam Jane. Podleciała do naszego stolika i wylądowała przed moim talerzem. Odwiązałam liścik od jej nóżki i przeczytałam:
,, Kochanie!
Przykro jest nam to pisać, ale zawsze wiedzieliśmy, że tam trafisz. Liczyliśmy
na to, że nasze wychowanie to zmieni, ale chyba nam się to nie udało. Wyjaśnimy
Ci wszystko podczas ferii świątecznych. Mamy do ciebie prośbę. Idź do dyrektora
i powiedz mu, że masz sprawę do Antoniego Farewell'a, a potem pokarz mu wisior.
On Ci wytłumaczy początek, a my koniec.
Kochamy Cię. Mama i Tata. ''
Z niedowierzaniem przeczytałam go kilka razy. Co to znaczy, że zawsze wiedzieli?! Adoptowali mnie czy co? Ciekawie o jakie wychowanie chodzi. Zakaz oddalania się od domu? Zakaz rozmów z dziećmi? A może chodzi im o codzienną naukę przez dwie godziny? Byłam szczęśliwa, bo myślałam, że tak mają wszyscy. O co to może chodzić?
- Megan? - Zabini złapał mnie za ramię .
Podskoczyłam jak oparzona.
- Co się stało? - spytał Blaise.
- Nic takiego. - odpowiedziałam, ale ten wyrwał mi list.
Przeczytał go, a potem spytał.
- Po co masz iść do dyrektora?
- Nie wiem, ale pójdę.
- Mogę iść z tobą?
- Gdzie iść? - do rozmowy wciął się siadający Draco.
- Nie twój interes Malfoy. - syknęłam, a potem zwróciłam się do czarnowłosego. - Oczywiście, że możesz ze mną iść Diabełku.
- No to super! Kiedy idziemy? - Zabini zignorował krztuszącego się Draco.
- Najlepiej teraz. - wstałam od stołu, a Blaise za mną. Blondyn wyglądał jakby zaraz miał wyjść z siebie.
Ruszyliśmy w stronę wyjścia. Jak znajdziemy gabinet dyrektora? Spytałam o to Zabini'ego, ale on tylko powiedział, żebym mu zaufała. Pokiwałam tylko głową, a on zaczął prowadzić. Po chwili znaleźliśmy się przed gabinetem nauczyciela od eliksirów. Jest nim Snape. On też jest opiekunek naszego domu. Zapukałam do drzwi.
- Wejść! - usłyszałam krzyk ze środka.
Powoli otwarłam drzwi. Niewielki ciemny pokoik był wypełniony półkami na których stały książki. Po środku pokoju stało biurko, za którym siedział Snape. Miał czarne włosy i ciemną pelerynę.
- O co chodzi? - mruknął.
- Przepraszam, że niepokoimy panie profesorze, ale przed chwilą otrzymałam list od rodziców, w którym każą mi iść do dyrektora, ale nie wiemy gdzie to jest. Mógłby nas pan zaprowadzić?
Jak na razie to koniec. Postanowiłam, że rozdziały będą się pojawiały, co 2 tygodnie w poniedziałek. Czyli kolejny 13 kwietnia. Mam nadzieję, że się wam podobało i liczę na szczere komentarze. Każdy biorę do serca i staram się poprawiać wszystkie błędy.
Pozdrawiam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz