Z powodu braku weny oraz braku czasu dnia 27 kwietnia nie dodam kolejnego rozdziału. Pod tym postem możecie mi napisać szczere opinie dotyczące dotychczasowych rozdziałów oraz uwagi, co mam poprawić. Staram się stosować do waszych wymagań. Liczę na min. 2 komentarze. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak to motywuje do działania.
Pozdrawiam i Przepraszam!
niedziela, 26 kwietnia 2015
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Pierwszy rok - rozdział 6
- Z jakiego jesteście domu? - spytał podejrzliwie.
- Slytherin - odparliśmy oboje.
Snape pokiwał głową, wstał i kazał nam iść za sobą. Ze zdziwionymi minami ruszyliśmy tak jak nam kazał. Wyszliśmy z lochów, a Snape zaprowadził nas pod posąg chimery.
-Czekoladowe żaby.
Gdy to powiedział posąg odsunął się i ukazał wijące się schody. Weszliśmy tam gęsiego. Profesor Snape zapukał do drzwi znajdujących się na końcu. Zaraz potem je otworzył. Znaleźliśmy się w wielkim okrągłym pokoju. Na stołach stało pełno srebrnych urządzeń, a na ścianach wisiało mnóstwo portretów. Zapewne dawnych dyrektorów. Stało tam również olbrzymie biurko z nogami w kształcie szponów, a na półce za nim stała tiara przydziału. Za biurkiem siedział mężczyzna z długim, haczykowatym nosem, na którym opierały się okulary- połówki. Miał srebrną czuprynę, brodę i wąsy. Uśmiechnął się serdecznie na nasz widok.
- Co cię tu sprowadza Severusie?
- Ta dwójka dzieci chciała z panem porozmawiać.
- Dzień dobry panie dyrektorze. - rozpoczęłam. - Mój tata kazał mi tu przyjść. Nazywa się Antonio Farewell i...
- Severusie zostaw nas samych. - przerwał mi dyrektor.
Snape wyszedł z sali, a srebrno-brody kazał nam przez chwilę poczekać i niczego nie dotykać. Zaraz potem wskoczył do kominka. Dlaczego zostawił nas samych?
- ...Potter. - zaśmiał się Zabini.
- Co?
- Mówię, że zaraz się okaże, że jesteś sławniejsza niż ten cały Potter.
Uśmiechnęłam się do niego, ale nadal uważnie obserwowałam kominek. Czy mogę być ważniejsza od chłopca, który przeżył? Raczej nie. Dyrektor zaraz wróci i wszystko wyjaśni. Przecież wszystko zaczęło się normalnie, a teraz? Po chwili z kominka wynurzył się Dumbledore. Zza niego wyszli moi rodzice. Tata od razu mnie przytulił, ale mama nawet nie drgnęła. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Największy szok wywarły na mnie jej oczy. Nie były już zielone tylko brązowe. Dyrektor klasnął w ręce i spytał:
- Skoro wszyscy już są, to kto zacznie opowiadać?
- Co to za chłopak? - spytała mama wskazując na Blaise'a.
- To mój przyjaciel.
Tata westchnął i spojrzał błagalnie na srebrno-brodego. Ten tylko skinął głową i zaczął mówić:
- To zaczniemy od początku. Panno Megan proszę o twój wisiorek. - wyciągnął rękę w moją stronę, więc zdjęłam go i wrzuciłam na jego dłoń. - Dziękuje, a teraz Antonio bądź tak miły i zdejmij z niego czar. Jak na razie go schowam i wyciągnę dopiero później. Teraz posłuchajcie mnie uważnie. Kiedyś w tej szkole był ktoś nazywany wówczas Tom Marvolo Riddle. Wychował się w sierocińcu, a teraz jest potężnym czarodziejem. Tom jest półkrwi. Jego matka Meropa rozkochała w sobie Tom'a Riddle'a seniora. Teraz odejdziemy od tego i przejdziemy do drugiej strony rodziny Meropy. Jej brat Morfin był zawsze wiernie oddany czystej krwi i wszystkim zasadą, ale raz przekroczył granicę i wdał się w romans z czarownicą. Nie znam nazwiska, ale wiem, że miała na imię Bathilda. Tak samo jak autorka waszych książek. Z tego na świat przyszła dziewczynka, która nigdy nie poznała swego ojca, ale nosiła jego nazwisko. Jedenastoletnia Miranda Gaunt poszła do Hogwartu i trafiła do Slytherinu. Oczywiście nie wiedziała kogo krew ma w żyłach. Lata płynęły, Miranda wyszła za mąż i również urodziła córkę. Jane Gaunt także wylądowała u Ślizgonów. To ona zmieniła niewiedze matki do jej pokolenia. Myślę, że resztę historii opowie nam Antonio.
Tata wstał z fotela. O co tu chodzi? Poco oni nam to wszystko opowiadają?
- No to tak. - wziął głęboki wdech. - Jane była z tego samego rocznika, co ja i Clara. Różniliśmy się tylko domami. W wakacje pomiędzy czwartą a piątą klasą zacząłem się spotykać z Clarą. Wróciliśmy do szkoły i byliśmy szczęśliwą parą. Do pewnego dnia. Raz, gdy w siódmej klasie Clara była w skrzydle szpitalnym podeszła do mnie Jane i spytała czy pomogę jej w nauce. To były chyba zaklęcia, ale nie pamiętam dokładnie. Tego dnia poszedłem do jej domitorium. Ledwo zamknęła drzwi i rzuciła się na mnie. Zaczęła całować i w ogóle. Między nami zrodziło się uczucie, ale ciągle coś czułem do Clary więc się ukrywaliśmy jeszcze przez pięć lat. Potem Jane niespodziewanie zaszła w ciąże. Niestety dwa lata wcześniej ożeniłem się z Clarą. Po tym jak potomkini Mirandy urodził córkę postanowiliśmy o wszystkim powiedzieć mojej żonie. Nawrzeszczała na mnie i Jane, ale gdy tylko zobaczyła dziecko przestała krzyczeć i powiedziała ,,Jeśli pozwolicie mi ją wychować, nigdy nie wspomnicie o tej kobiecie oraz jeśli ta cała twoja BYŁA dziewczyna już nigdy mi się na oczy nie pojawi, to wybaczę Ci wszystko.'' Porozmawiałem z Jane na osobności, a ona odeszła, ale wcześniej zostawiła u nas dziecko. Nazwaliśmy je Megan.
Spojrzałam na rodziców przerażonym wzrokiem. Czyli kobieta, którą przez tyle lat nazywałam ,,mamą'' jest moją macochą? Natomiast moja prawdziwa matka po prostu odeszła? Dlaczego wiedział o tym nawet Dumbledore, a ja nie? Czemu nie zostawiła mi nawet pamiątki? Chwila... medalion. Czy to dlatego miałam go ukrywać?
- Panienko Megan. - rozpoczął profesor. - Pewnie jest panienka ciekawa, dlaczego zabrałem medalion. Otóż to jest pamiątka po jednym z założycieli Hogwartu, a także po twoim przodku. - pokazał mi medalion. Już nie był cały złoty. Teraz miał też z zielonych kryształków ułożoną literkę ,,S''. - Medalion Salazara Slytherina przekazuje w twoje ręce. Jeśli twoi rodzice się zgodzą, to uważam, że powinnaś go z dumą nosić. - oddał mi wisiorek.
Założyłam na szyję jedyną pamiątkę po mojej prawdziwej mamie. Macocha wyglądała jakby miała za chwilę zacząć płakać. Zignorowałam rodziców, powiedziałam dyrektorowi ,,do widzenia'', złapałam Blaise'a za rękę i wyszłam z gabinetu. Minęłam profesora Snape'a i ruszyliśmy do lochów. W połowie drogi zaczęłam płakać. Jak oni mogli to zrobić? Sądzili, że się nie dowiem? Nawet Diabeł zauważył, że mówię i zachowuję się jak dorosła. Nagle coś mocniej ścisnęło mi dłoń. Spojrzałam na nią. Wciąż go trzymałam za rękę. Puściłam ją z przepraszającym uśmiechem i otarłam drzwi. On wie o wszystkim. Doszliśmy do przejścia.
- Książę Slytherinu. - powiedział Blaise.
- Mogę cię o coś prosić? - spytałam, gdy ściana się rozsunęła.
- Jasne, ale o co?
- Nie mów nikomu o tym, co usłyszeliśmy. Nawet Malfoy'owi.
- Nie powiem. Masz moje słowo.
Przytuliłam się do niego. To mój pierwszy przyjaciel. Szepnęłam ,,dziękuje'' i ruszyłam do swojego domitorium. Kiedy tylko weszłam rozmowy ucichły. Uśmiechnęłam się słabo do dziewczyn i poszłam do swojego łóżka. Cały czas płakałam w poduszkę. Po chwili ktoś złapał mnie za ramię. Prawie podskoczyłam ze strachu. Na moim łóżku siedziała Katie i uśmiechała się szeroko.
- Czemu płaczesz? - spytała.
- Nie ważne, wracaj do reszty, a mną się nie przejmuj. - szepnęłam przecierając oczy.
- Jakbyś chciała porozmawiać to powiedz. Ponoć jestem dobrym słuchaczem. Idziesz ze mną jutro na śniadanie?
- Jasne - uśmiechnęłam się.
- Tylko minie obudź jeśli wstaniesz przede mną. - mrugnęła do mnie.
Wstała i skocznym krokiem udała się w stronę swojego łóżka. Katie jest wiecznie radosna. Będę musiała się tego nauczyć. Ziewnęłam, zdjęłam buty i żakiet, a potem wpełzłam pod kołdrę.
Hey!
Jak się podobał rozdział? Liczę na szczere komentarze, bo one na prawdę motywują. Kolejny rozdział 27 koło 20. Do zobaczenia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)